Jeśli Twoje dziecko kłamie, jest to być może niezamierzony, ale efekt Twoich działań. Tego, w jaki sposób reagujesz na jego błędy. Który na dodatek nie sprawia, że dziecko tych błędów nie popełnia. Sprawia natomiast, że nie chce Ci o tym powiedzieć. Czytaj także: Nie chcę, żeby moja córka kłamała. Tłumaczenie hasła "w żywe oczy" na rosyjski . Przykładowe przetłumaczone zdanie: Na miejscu króla nie kpiłabym w żywe oczy z tego generała — pomyślałam. ↔ «Будь я царем, я бы не стала насмехаться над этим военачальником», — подумала я. W wieku 2-3 lat dzieci zaczynają eksperymentować z mówieniem nieprawdy, ale zazwyczaj są to dość nieszkodliwe kłamstwa. W tym wieku zaczyna działać wyobraźnia, uczą się też jak reagują na takie sytuacje rodzice. - Dla Rosjan najcenniejsza jest wiedza, że interes polityczny, a nawet osobisty szefa MON i jego zaplecza, jest ważniejszy od procedur i zagrożeń związanych z… Książka W żywe oczy / JP Delaney, Otwarte, 33,83 zł, okładka miękka, Sto tysięcy przecenionych książek, sprawdź teraz! nonton film keluarga cemara 2 full movie lk21. Dlaczego moje dziecko mnie okłamuje? To bolesne pytanie bardzo często zadają sobie rodzice. Czy w ten sposób wyraża swoje emocje, problemy, brak zaufania? Jak interpretować takie zachowanie dziecka? Odpowiedzieć na te pytania pomoże nam Iwona Michniewicz, Edukator Pozytywnej Dyscypliny. Dlaczego dzieci nas okłamują? Iwona Michniewicz, Edukator Pozytywnej Dyscypliny, Coach, Trener Biznesowy, Trener FRIS: Jest kilka powodów dlaczego nasze dzieci kłamią. Bardzo częstym motywatorem takiego zachowania jest strach. Dzieci boją się reakcji rodziców, kar, w szczególności jeżeli już mają za sobą takie doświadczenia. Zdarza się też tak, że nie chcą rozczarować mamy i taty, uważają, że mogą czymś sprawić rodzicowi przykrość lub zawód więc opowiadają inną wersję zdarzeń. Kolejnym powodem jest chęć zwiększenia swojej atrakcyjności, zwrócenia na siebie uwagi osób w najbliższym otoczeniu. Dzieci wymyślają różne historie, po to żeby zaimponować komuś innemu. Czasami zdarza się, że chcą zachować tzw. twarz, mają świadomość, że zrobiły coś niewłaściwego, ale mówią tylko część prawdy, koloryzują siebie i swoje wytłumaczenie żeby w oczach innych osób być w porządku. Kolejny powód, którego nie można pominąć to taki, że naśladują swoich rodziców. Dorośli bardzo często kłamią w „niewinny” sposób, np. nie chcą z kimś rozmawiać przez telefon, to proszą współmałżonka, żeby odebrał za nich i powiedział, że właśnie biorą prysznic albo wyszli na chwilkę do sklepu. Dziecko, które jest obserwatorem takiej sytuacji zapamiętuje to i uczy się postawy, że drobne kłamstwa są dobre. Rodzic może rozmawiać z dzieckiem, tłumaczyć mu, że warto być szczerym, ale jeżeli swoim zachowaniem przeczy głoszonym przez siebie naukom wpływa to na dziecko negatywnie i powoduje kopiowanie niewłaściwego zachowania. Jak odróżnić fantazjowanie od kłamstwa? Iwona Michniewicz, Edukator Pozytywnej Dyscypliny, Coach, Trener Biznesowy, Trener FRIS: Fantazjowanie zazwyczaj pojawia się u dziecka w wieku 4 lat. To naturalny rozwój wyobraźni i myślenia, etap, który jest absolutnie niezbędny do prawidłowego rozwoju. W związku z tym rodzic powinien dawać szansę na rozwój fantazji podczas zabawy i nauki. Jeśli dziecko w odpowiedni sposób zaspokoi swoją chęć fantazjowania, nie będzie miało potrzeby zmyślania dodatkowych historii. Młodsze dzieci nie do końca jeszcze rozróżniają fikcję od rzeczywistości. Mogą powiedzieć, że w przedszkolu bawili się ze Spidermanem albo z innym super bohaterem, a tak naprawdę oglądali kreskówkę z ulubioną postacią z bajek i po prostu im się to pomieszało. Co ciekawe, zazwyczaj w wieku 3-4 lat dziecko wychodzi z tego, ale w niektórych przypadkach trwa to do 6 roku życia. Jeżeli z takim zjawiskiem mamy do czynienia u starszych pociech, może się to stać w pewnym momencie niepokojące. Natomiast, świadomego mówienia nieprawdy dziecko może uczyć się w wieku 5-6 lat. to zależy od dziecka. Może być tak, że 6 latek będzie na takim etapie rozwoju, że będzie zmyślał różne historie, a inny 5-latek już będzie mógł przemyśleć, że jego kłamstwo może mu przynieść korzyści, takie jak imponowanie innym rówieśnikom albo deser lub nowa zabawka po wykonanym zadaniu, które tak naprawdę nie miało miejsca. Okres 8-9 lat jest momentem w którym nasze dziecko na tyle zaczyna rozumieć normy społecznie, że może wiedzieć, że kłamstwo jest złe i nieakceptowalne społecznie. Jako 5-6 latek może zmyślać w określonym celu, ale samodzielnie nie ocenia, że robi coś złego i niewłaściwego. Kogo najczęściej okłamują dzieci Iwona Michniewicz, Edukator Pozytywnej Dyscypliny, Coach, Trener Biznesowy, Trener FRIS: Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi, nie ma tak naprawdę reguły. Możemy powiedzieć, że jeżeli dziecko wychowuje się w domu, w którym rodzice rozliczają je za każde przewinienie, pomyłkę, zatajenie prawdy, nie ma przestrzeni na błędy, to dziecko będzie się bało przyznawać do wykroczeń i będzie okłamywać swoich rodziców. Jeżeli dziecko czuje się bezpiecznie w domu, czuje się akceptowane, ale chce być akceptowane i poważane w grupie rówieśników to może zacząć okłamywać kolegów i koleżanki. Zobacz film i dowiedz się więcej o tym dlaczego dzieci kłamią: Zobacz film: Dlaczego dzieci kłamią? Źródło: Dzień Dobry TVN Jak rodzice powinni reagować na kłamstwa dziecka? Iwona Michniewicz, Edukator Pozytywnej Dyscypliny, Coach, Trener Biznesowy, Trener FRIS: W pierwszej kolejności powinni odpowiedzieć sobie na pytanie jak zazwyczaj reagują. Najczęściej słychać wyrzuty, typu: dlaczego kłamiesz?, jak możesz to robić?, na kogo wyrośniesz?, nic z Ciebie dobrego już nie będzie. W tym momencie ważna jest świadomość na jakim etapie rozwoju jest nasze dziecko, po to żeby we właściwy sposób określić jakie są motywy kłamstwa, czy kryją się za nim trudne emocje, chęć zaimponowania, ukrycia czegoś. Złe wywnioskowanie i oskarżanie od razu dziecka może być bardzo krzywdzące. Trzeba również wiedzieć, że dziecko ma swoje spojrzenie na świat, inaczej niż dorosły interpretuje to samo zdarzenie. Przez to może opowiadać różne historie i być przekonane, że jest tak jak ono to widzi. Kolejną sprawą jest pokazywanie, że przyznanie się do błędu jest dobre. Jeśli w domu jest taka atmosfera, że jak rodzic popełni błąd potrafi się do niego przyznać, przeprosić to dziecko nie będzie uciekało się do kłamstwa, bo wie, że ma do tego błędu prawo. Ma świadomość, że rodzice będą skupiać się na rozwiązaniu problemu, a nie na wytykaniu go, szukaniu winnych. Apeluję więc, rozmawiajmy z naszymi dziećmi dlaczego szczerość jest ważna, bez osądu. A jak już dziecko przyzna nam się do błędu to doceńmy to i szukajmy rozwiązania. Dziecko wspierane, które czuje bezwarunkową miłość, najczęściej nie będzie miało powodów żeby celowo kłamać. Jak powiedzieć rodzicom, że zmianę muszą zacząć od siebie? Iwona Michniewicz, Edukator Pozytywnej Dyscypliny, Coach, Trener Biznesowy, Trener FRI: Często zmiana zachowania rodziców jest receptą na rozwiązanie bardzo wielu problemów. Niestety, rodzicom często nie wystarczy delikatnie powiedzieć: zmień swoje zachowanie wobec dziecka a jego zachowanie się zmieni. Dlatego też na warsztatach albo indywidualnych zajęciach „wrzucamy” rodzica w pewne doświadczenia z przeszłości, w których ma sobie przypomnieć jak się czuł jak był np. karany w dzieciństwie. Takie eksperymenty mają wzbudzić refleksję. Prosimy rodziców, żeby przypomnieli sobie co myśleli, jak ich mama lub tato krzyczał na nich. Wtedy odkrywają, że uczucia jakie im wtedy towarzyszyły nie są tymi jakie chcą wywołać u swoich pociech. Zupełnie nie to chcą wywołać u dzieci. Zdają sobie sprawę, że kiedy krzyczą, karzą, rozkazują, zabraniają wyjścia osiągają odwrotne rezultaty od zamierzonych. To wydaje się proste, można o tym czytać w książkach i czasopismach, ale doświadczenie tego na własnej skórze, wejście w rolę dziecka w jest w stanie otworzyć najbardziej oporne osoby. Dziecko nie zawsze potrafi powiedzieć wprost, że ma problemy z widzeniem. Jak więc rozpoznać, że należy udać się z nim do okulisty? Oto najczęstsze oznaki, że czas zbadać wzrok malucha. Zobacz film: ""Mój mały głos - wielka sprawa" na Dzień Ziemi" spis treści 1. Pocieranie oczu 2. Bóle głowy 3. Przymykanie jednego oka 4. Światłowstręt 5. Mrużenie oczu 6. Przechylanie głowy 7. Podchodzenie bardzo blisko przedmiotów 8. Ruchy gałek ocznych 9. Zaczerwienienie 10. Ból oczu rozwiń 1. Pocieranie oczu Pocieranie oczu przez dziecko kiedy jest zaspane, to zupełnie normalna sprawa. Jeśli jednak zdarza się to częściej i nie tylko przed snem, może oznaczać problem ze wzrokiem. 2. Bóle głowy Częste skarżenie się na ból głowy pod koniec dnia to kolejna oznaka, że należy wybrać się z maluchem do okulisty. 3. Przymykanie jednego oka Wiele dzieci robi tak po prostu dla zabawy. Jeśli jednak maluch zawsze przymyka jedno oko, zwłaszcza podczas czytania czy oglądania telewizji, warto przyjrzeć się problemowi bliżej. 4. Światłowstręt Jasne światło może być problemem dla malucha, jeśli ma kłopoty z widzeniem. Może być też tak, że dziecko przez dłuższy czas widzi plamy, kiedy przenosi się w ciemniejsze miejsce. 5. Mrużenie oczu Należy zwrócić na to uwagę zwłaszcza wtedy, gdy maluch ciągle mruży oczy podczas oglądania bajki lub czytania. 6. Przechylanie głowy Przechylanie głowy na jedną stronę to kolejna oznaka, że należy zbadać wzrok dziecka. Szczególnie jeśli zachowanie często się powtarza. 7. Podchodzenie bardzo blisko przedmiotów Większość dzieci z problemami ze wzrokiem siada bardzo blisko ekranu telewizora lub trzyma książkę blisko oczu podczas czytania. 8. Ruchy gałek ocznych Monitorowanie ruchu gałek ocznych dziecka może być nieco trudne, biorąc pod uwagę, że maluchy często nie potrafią wysiedzieć w jednym miejscu przez dwie sekundy. Jeśli jednak dostrzegamy inne oznaki, warto przyjrzeć się ruchom gałek ocznych – jeśli są "rozbiegane", dziecko może mieć problem ze wzrokiem. 9. Zaczerwienienie Zaczerwienienie oczu może być niepokojące, zwłaszcza kiedy nie znamy jego powodu. Nie musi jednak oznaczać choroby – maluch po prostu może potrzebować okularów. 10. Ból oczu To kolejna oznaka, że dziecko nie widzi wyraźnie. Jeśli pociecha wciąż narzeka na bolące oczy, warto zbadać wzrok. Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez Rekomendowane przez naszych ekspertów polecamy Dom 5 stycznia 2016 Ale to nie ja!, Nie jak często słyszycie z ust swoich pociech te słowa lub inne kłamstwo? Bo przecież szklanka z sokiem rozlała się sama, kredki same się wysypały, ubranie samo się pobrudziło, młodsza siostra płacze bez powodu. Po prostu to wszystko przez to SAMOSIĘ, to ono jest winne wszystkiemu. Kiedy przyłapiemy nasze dzieci na kłamstwie reagujemy zazwyczaj na cztery sposoby: przeprowadzamy z dzieckiem poważną rozmowę, mówimy o odpowiedzialności, o tym, jak ważne jest mówienie prawdy. Na koniec grozimy karą za następne kłamstwo nie robimy wokół tego wiele hałasu, machamy ręką obojętnie bo wszystko będzie dobrze, przecież to było pierwszy (drugi, trzeci) raz i na pewno się już nie powtórzy, przecież on się kiedyś zmieni, bo on ma dopiero trzy latka i nie wie co to kłamstwo nie potrafimy zrozumieć dlaczego nasze dziecko kłamie nam w żywe oczy. Próbujemy jednak zrozumieć jego zachowanie wczuwając się w sytuację jego małymi oczami, jego małymi rączkami, nóżkami, bo świat z perspektywy dziecka nie jest przecież taki sam wpadamy w furię, złość, czujemy, że moglibyśmy uderzyć dziecko. Wrzeszcząc na dziecko każemy mu iść do kąta, lub swojego pokoju Kłamstwa dzieci nie są takimi samymi kłamstwami jak dorosłych dlatego nie należy traktować i oceniać ich jednakowo. Dziecięce kłamstwa to mechanizm obronny, wtedy stwierdzenie “to nie ja” jest odpowiedzią między innymi na lęk przed karą, niewspółmierną reakcją bliskiej mu osoby. Jeśli dziecko świadomie kłamie, to nie dlatego, że jest złe, tylko nie widzi innego wyjścia z danej sytuacji. Często dzieci mają nadzieję, że być może prawda nie wyjdzie na jaw, a przynajmniej nie za szybko. Wg Jeana Piageta dzieci w wieku przedszkolnym charakteryzuje myślenie magiczne, gdzie zwierzętom, przedmiotom, dzieci nadają cechy ludzkie. Niektóre dzieci tworzą historię o sobie, swoich bliskich, które mijają się z prawdą. Fantazjowanie to naturalny etap w rozwoju dzieci, gdzie granica pomiędzy tym co rzeczywiste a nierealne jest bardzo cienka, a czasem jej nie ma. Mój czterolatek, często opowiada mi o swoim wymyślonym przyjacielu, można rzec, że razem z nim “buja” w obłokach. To jeszcze nie powód by go karcić za kłamstwo. Problem pojawia się wtedy kiedy nasze dziecko notorycznie kłamie nam w żywe oczy. Warto wtedy się zastanowić nad przyczyną jego kłamstw. Wbrew powszechnej opinii szybkie karcenie za kłamstwo może spotęgować tylko to zachowanie. Warto zatem wysłuchać dziecka i jego wyjaśnienia dlaczego skłamało. Może ono naprawdę nie pamięta? Trudno w to uwierzyć, ale małe dzieci potrafią zapominać, często też mają trudności by rozgraniczyć i wyczuć wszystko co stało się w określonym czasie. Ze swojego dzieciństwa pamiętam także jak rodzice strofowali mnie “nie bujaj”. Czasem bardziej trafnym określeniem na kłamstwo dziecka jest właśnie bujanie. Dzieci tworzą swój świat, w który wierzą. Nie mają złych intencji. Dlatego nie warto pochopnie osądzać odpowiedzi naszych dzieci. Z prędkością światła potrafimy odpowiedzieć dziecku podniesionym tonem Kłamiesz! Zanim krzykniesz na dziecko, skarcisz je gestem czy wzrokiem, zastanów się chwilkę i przypomnij sobie te małe rady: Pamiętaj rozmowa z dzieckiem w cztery oczy jest bardziej wartościowa niż stek wykrzyczanych wyrzutów. Traktuj dziecko jak równoprawnego partnera w rozmowie. Spróbuj zrozumieć swoje dziecko, dlaczego ta szklanka “sama się” wylała. Czasem może zaskoczyć cię prawdziwy powód tej sytuacji. Nie rób wokół tego zbyt wiele hałasu. Spokojnym tonem z opanowaniem wyjaśnij dziecku, że mówi nieprawdę i nie dasz się oszukać. Nie wyśmiewaj go. Dziecko ufa najbardziej swoim rodzicom, niestety łatwo możemy zniszczyć to zaufanie, którego nie można już tak łatwo odbudować. Bądź przykładem dla dziecka, nie oszukuj, nie okłamuj go. Fajny artykuł? Możesz nas pochwalić lub podzielić się nim z innymi :) Czytaj kolejny artykuł: Ciąża 4 stycznia 2016 Książeczka zdrowia dziecka wraca do gry Od stycznia 2016 każdemu noworodkowi przy wypisie ze szpitala zostanie wydana książeczka zdrowia dziecka, która będzie obowiązkową dokumentacją medyczną. Tę książeczkę rodzice będę okazywać podczas wszelkich badań, zostaną w niej odnotowane szczepienia, przebyte choroby zakaźne, hospitalizacja, sposoby żywienia, informacje o tym, na co dziecko jest uczulone i inne ważne informacje o jego stanie zdrowia. Dawno, dawno temu… Książeczka zdrowia dziecka była wydawana zgodnie z Rozporządzenia Ministra Zdrowia od 1959 roku rodzicom nowo narodzonych dzieci. Była ważnym i obowiązkowym dokumentem, w którym zapisywano informacje o stanie zdrowia i rozwoju dziecka od dnia jego narodzin do ukończenia osiemnastego roku życia. Książeczki oficjalnie „zniknęły” w 2002 roku. Jeszcze wczoraj… Gdy sześć lat temu urodził się Aleks, wyszliśmy ze szpitala z książeczką zdrowia dziecka. Owa książeczka towarzyszy nam do dziś podczas wszystkich szczepień, bilansów i wizyt u specjalistów. Nie wiedziałam nawet, że jest nieobowiązkowa i wynika z dobrych praktyk szpitala i lekarzy. Jestem ciekawa, czy Wasze dzieci też takie książeczki posiadają? Dotychczasowo funkcjonujące książeczki były krytykowane za to, że nie są ujednolicone (określony ich wzór na pewno ułatwi sprawę) i przepełnione reklamami (osobiście jakoś mi to nie przeszkadzało – może książeczka Aleksa nie ma ich tak wiele). Ale najistotniejsze są wyniki badań społecznych – choć większość rodziców otrzymało książeczki dla swoich dzieci, to nie wszyscy lekarze czy pielęgniarki z nich korzystali. Nie musieli – nie był to oficjalny dokument medyczny, a więc NFZ nie wymagało uzupełniania takich informacji. Wraz z przyjściem nowego roku… Od stycznia tego roku status Książeczki Zdrowia Dziecka został prawnie uregulowany – zapisywanie informacji o zdrowiu dziecka będzie teraz dla lekarzy, pielęgniarek i położnych obowiązkowe, a jej wzór został ujednolicony. Sama wiem, jakie to ważne, gdyż ja akurat większość potrzebnych danych mam w niej zawartych i wiem, gdzie mogę je łatwo znaleźć. Jeśli nie wszystkie szpitale położnicze praktykowały wydawanie książeczek, a lekarze i pielęgniarki w przychodniach nie uzupełniali książeczkowych rubryk, to cieszę się, że to się zmieni. Rodzice macie już prawo oczekiwać, aby rubryki Książeczki Zdrowia Dziecka były rzetelnie wypełniane. Jedynie szkoda, że książeczka nadal będzie w formie papierowej – sprawniejsze i praktyczniejsze pewnie byłoby wprowadzenie systemu informatycznego, w którym w razie potrzeby lekarz mógłby sprawdzić historię leczenia małego pacjenta. Ale może i na to wkrótce przyjdzie czas. Fajny artykuł? Możesz nas pochwalić lub podzielić się nim z innymi :) Czytaj kolejny artykuł: Ile księdzu do koperty? Święta, święta i po świętach, zbliża się więc czas w którym ksiądz i ministranci zaglądają do parafian “po kolędzie”. Przy okazji można od paru lat zaobserwować ciekawy trend i ze strony zwykłych ludzi i ze strony towarzyszy księdza. W ogóle wizyta duszpasterska powoduje niezrozumiały dla mnie popłoch. I zaczynają padać pytania “przyjmujecie księdza?” no i nieodzowne “ile dajecie do koperty, a ile na rękę ministrantom?”. A ci którzy nie przyjmują, zamykają drzwi na zamek i za tymi drzwiami nawet się nie poruszą, by nie dać poznać że jednak są, tyle że nie życzą sobie wizyty. Bo właśnie w kopertę trzeba dać, a nie mają i głupio, bo wody święconej w domu brak no i obrus taki niewyprasowany. Bo nie chodzą do kościoła i nie wiedzą, że w ogóle ksiądz po kolędzie chodzi. Ja też nie wiedziałam, mnie powiedziała to Bardzo Ważna Osoba dla mojej rodziny, naciskając jednocześnie że księdza TRZEBA przyjąć, bo dziecko niedługo(?!) do komunii i jak to tak! Zaopatrzeni w niezbędne “akcesoria”, przygotowaliśmy się na tę wizytę także pod kątem “koperty”. Pech chciał, że mąż kończył pracę o a tego popołudnia musieliśmy jechać na miasto, i nie było zmiłuj. Ksiądz chodził od 16, my po 17 zaryzykowaliśmy, zostawiając w pełni przygotowany stół, szybkim wypadem na miasto. Tym razem ksiądz był wcześniej niż przez wszystkie lata, minęliśmy się, chyba sąsiedzi nie przyjmowali kolędy bo po godzinie wszystko się skończyło, nie trafiliśmy na księdza nawet w klatkach obok (w latach poprzednich taki obchód to była kwestia ok 3 godzin z okładem). Pomyślałam, że trudno, tak jak księdza od paru lat przyjmujemy z sympatii, tak teraz nie dało rady. Niestety cięgi jakie spadły na mnie w rozmowie telefonicznej z Bardzo Ważną Osobą, mnie powaliły. No tak, prawie jak bezbożnicy, księdza nie przyjęliśmy, koperty nie daliśmy, na pewno nas sobie zapisze i zapamięta… Aż mnie złość wzięła, bo od kiedy to ja mam OBOWIĄZEK przyjmować kolędników? Nie mam, innym do domów nie zaglądam, i sama też sobie nie życzę by robili to bliżsi czy dalsi krewni, a nawet i rzeczony ksiądz z ministrantami. Ale o co mnie jeszcze chodzi z tą kolędą? Z roku na rok można zauważyć że nawet ministrantom nie chce się za bardzo wysilać, bo kolędy na odwal a jak się da wcześniej kasę i powie “ok, nie śpiewajcie”, to dla nich i lepiej – wybaczcie, kasę mnożna przeliczyć – i śpiew z marszu milknie. Ale młodych nie ma co się czepiać, dla nich to nie tylko opcja zarobku ale i atrakcja. Za to jeśli idzie o księdza, tak jak wspominałam, przyjmowałam bardziej z sympatii niż z poczucia obowiązku. Mieliśmy świetnego kapelana, ksiądz Jan udzielał nam ślubu, błogosławił moim dzieciom tuż po porodzie i chrzcił je gdy przyszła pora. Był nie tylko księdzem z powołania, takim który nie rozbijał się super autami i rzeczywiście dbał o swoich parafian, ale przede wszystkim w moim odczuciu jest dobrym człowiekiem. Księdza Jana już nie ma, został przeniesiony do nowej parafii, a my mamy nowego duszpasterza, który mówiąc oględnie raczej mi nie podpasował. Bywa, ksiądz nie zupa pomidorowa, nie musi wszystkim smakować i pewnie dlatego nie rwę włosów z głowy że nie spotkaliśmy się podczas kolędy. Nie jestem hipokrytką, nie chodzę do kościoła co tydzień, nie będę też ganiać za księdzem po mieście, albo czekać z kołkiem w tyłku trzech godzin aż i do mnie zawita. Powala mnie jednak fakt, że dla samego “wypada” ludzie są wstanie wiele zrobić, co gorsza zmuszając do tego innych. Czy to się kiedyś zmieni? Fajny artykuł? Możesz nas pochwalić lub podzielić się nim z innymi :) Dzisiaj ludzie podstawiają innym kłody pod nogi. Niektórzy swoje myślenie ograniczają tylko do tego, co akurat usłyszą w TV. I wierzą w to, co widzą i czytają na Instagramie. Więc jeśli popularna „instamama” przekonuje, że macierzyństwo jest cudowne, a ty nie masz prawa być czasami zła i zmęczona, to większość bierze to do siebie. I zataczamy błędne koło, które prowadzi do hipokryzji. Do wielkiej hipokryzji. I do cierpienia wielu dobrych matek! Do cierpienia matek, które codziennie atakowane są z każdej strony stwierdzeniami, że mają się dobrze czuć, doceniać to, co mają i nie narzekać. Oprócz social i mass mediów, matki atakowane są również przez obce osoby, ludzi, którzy swoje dzieci już wychowali, oraz przez same święte matki krowy, które zrobią wszystko, by udowodnić, że są najlepszymi matkami na Świecie. Wiecie, święte matki krowy to takie, które nigdy nie powiedziały przy dzieciach brzydkiego słowa. Takie, które znają na pamięć składy wszystkich kosmetyków dla dzieci i przetworzonej żywności. Takie, które nigdy nie płaczą z bezradności, ze smutku czy wkurzenia. Święte matki krowy, to takie, które nigdy nie wpisały w Google frazy takiej jak: „Dziecko zjadło piasek. Co robić?”, albo: „Jak zmyć lakier do paznokci ze skóry dziecka”. Bo ich dzieci nigdy nie rozrabiają, nie malują ścian, nie brudzą, nie krzyczą, a smak cukru znają tylko dzięki owocom BIO, kupionym w EKO sklepie. I nie byłoby nic w tym nadzwyczajnego, bo przecież każdy ma prawo wychowywać dziecko według swoich zasad i przekonań. Ale złe jest to, że większość matek kłamie. Kłamie w żywe oczy, perfidnie kłamie, manipuluje, tylko dlatego, że boi się przyznać, że czasami schodzi na pobocze w swojej macierzyńskiej drodze. Tak bardzo media kłamią, że rano, zamiast ubrań, najpierw ubieramy maski. Dlaczego je ubieramy? Bo boimy się krytyki, nie chcemy odstawać i nie chcemy być zjechane (dosłownie) przez idealnych ludzi, którym tak naprawdę wystaje słoma z butów. Te mamy, które wyzywają nas za to, że nam czasami źle, wyłączają laptopa, albo wracają do domu i wcale nie są już idealne. Też krzyczą, może czasami przeklną (nawet pod nosem), a z bezradności włączą dzieciom bajkę, chociaż pół godziny temu napisały obraźliwy komentarz pod zdjęciem dziecka trzymającego telefon w ręce. I nie chodzi tutaj o to, żeby nie wierzyć matkom, które nie dają dzieciom słodyczy, albo nie pozwalają na oglądanie bajek. Bo ja wiem, że są wśród nas takie mamy i ja je podziwiam. I naprawdę życzę wszystkiego najlepszego. Chodzi mi tylko o to, że nieprzyznawanie się do błędów, koloryzowanie swojego życia i przefiltrowywanie macierzyństwa jest niczym innym, jak hipokryzją. To jest nawet trochę choroba – rozdwojenie jaźni, życie w dwóch światach i zatracanie swojej tożsamości. I te kłamstwa mają naprawdę negatywny skutek na inne mamy, które w obawie o lincz, nie szukają pomocy dla siebie i dla swoich dzieci. Bo myślą, że matka nie ma prawa popełniać błędów, przeklinać, umawiać się z koleżankami, mieć czasami dość, ubierać się tak, jak chce i wiele, wiele innych. Codziennie oglądają pomalowane, szczęśliwe matki i kochanki swoich mężów, które trąbią bez przerwy o tym, że całkowicie poświęciły się macierzyństwu i spędzają każdą sekundę z dziećmi. Idzie zgłupieć, do cholery idzie zgłupieć. Święte matki krowy widzą błędy tylko i wyłącznie wśród innych. Ba! Nie tylko matki mają tendencję do tego. Bo nie znam nikogo, kto by podszedł do jakiejś matki i powiedział: „Woow! Super Pani wygląda i piękną ma pani córkę. Kawał dobrej roboty!”. Za to byłam świadkiem dziesiątek sytuacji, w których matki były zlinczowane za to, że dziecko się „wydarło”. I podsłuchiwałam rozmowy innych matek, które psioczyły na inną. A później, jak gdyby nic, słodziły obgadanej kobiecie. Ach. Hipokryzja, w której żyjemy i kłamstwa, którymi karmią nas media, spowodowały, że ludzie, zamiast „być”, wolą „mieć”. Wolą mieć dobrą opinię, którą mierzy się na podstawie najnowszych komentarzy idealnych matek. Wolą mieć spokój – milczeć, kiedy robią coś innego, niż większość. Wolą zakładać maski, żeby przypadkiem nikt nie poznał, że są normalnymi ludźmi. Popełniającymi błędy, płaczącymi, czasami nawet słabymi. Ja wybieram BYĆ, a ty? Dziecięca wyobraźnia pozwala na ubarwianie rzeczywistości, która często jest po prostu szara i ponura. Dzieci lubią fantazjować, ale z czasem mogą przekroczyć cienką granicę pomiędzy marzeniami i fantazjami, a kłamstwem. Nieprawda w ustach dziecka budzi mieszane uczucia u rodziców. Czy dziecko może w sposób zamierzony kłamać, w celu uzyskania korzyści, czy też jest to tylko testowanie granic stawianych mu przez dorosłych? Jak reagować na kłamstwa? Fantazjowanie a kłamstwo Dzieci w wieku 3-4 lat nie są w stanie odróżnić fikcji od prawdy i często gubią się pomiędzy rzeczywistością, a światem znanym im z bajek i baśni. Wydawać może się im, że na świecie istnieją latające pegazy i jednorożce. Kiedy o nich opowiadają, rodzic od razu zdaje sobie sprawę, że dziecko żyje w krainie wyobraźni. Nie jest to niczym złym. W momencie kiedy jednak dziecko opowiada np. w przedszkolu, że tata napadł na bank i teraz mają górę pieniędzy w salonie, coś jest nie w porządku. Sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje, gdy pytamy dziecko o coś i wiemy, jakiej odpowiedzi powinno udzielić, natomiast jego wypowiedź jest zupełnie odmienna od naszych oczekiwań. Postawmy sprawę jasno – fantazjowanie jest naturalnym i całkowicie normalnym etapem rozwoju dziecka. Trzeba jednak pamiętać, aby swojej pociechy nie karać za takie opowiadania, ale je wysłuchać i na spokojnie podkreślić, że jest to tylko wyobraźnia, bajka, a prawda jest zupełnie inna. Niepokój rodzica powinno budzić nadmierne fantazjowanie malucha oraz wplatanie przez niego do swoich historii wielu drastycznych wątków. Wtedy trzeba lepiej sprawdzać, co słucha i ogląda dziecko, zwłaszcza w telewizji i internecie. Często można nie wiedzieć, do jakich treści ma dostęp nasza pociecha. Wymyślony świat pozwala dziecku na barwne życie i lepsze rozumienie rzeczywistości, ale nie powinien on zastępować realnych kontaktów z rówieśnikami. Jeśli tak jest, to sygnał zaburzenia procesu socjalizacji malucha i warto wówczas poradzić się psychologa. Zdolność dziecka do kłamstwa Z czasem dziecięce fantazje ustają, ale dziecku zdarzać się może okłamać rodziców. Zdolność do świadomego kłamstwa pojawia się w okolicach 5-6 roku życia. Dziecko może świadomie mówić nieprawdę, aby uzyskać korzyści lub uniknąć odpowiedzialności. Nie przyzna się, do wybicia szyby piłką czy do uderzenia koleżanki czy kolegi, przerzucając winę na innych. Trzeba w takich chwilach uświadamiać dziecko, że kłamstwo jest złe. Musi wiedzieć, że lepiej powiedzieć najgorszą prawdę, niż kłamać w żywe oczy. Kłamstwo zawsze wyjdzie na jaw, a jego konsekwencje mogą być jeszcze gorsze. Dziecko na etapie przedszkolnym może tego nie rozumieć, a rodzic jest od tego, żeby na spokojnie, bez realnych i dotkliwych kar mu to uświadamiać.

dziecko kłamie w żywe oczy